Runo to najniższa, przyziemna warstwa lasu. A bananowe runo to banda studentów, którym starzy opłacają chlanie na studiach. Niby wysoko w drabinie społecznej, a jednak na samym dnie. Takim baranom radzimy na blogu, jak szybko i bezboleśnie zostać humanistycznym magistrem.
Blog > Komentarze do wpisu

Tyrać czy nie tyrać? (cz.II)

(Rozdział dziewiętnasty, kontynuacja, która kosztuje tyle co pół litra)

Znowu coś kontynuujemy, tym razem z delikatnym poślizgiem. Bąkaliśmy coś, że ciąg dalszy historyjek z kampusu akademickiego pojawi się w czwartek, ale...

OBIECANKI CACANKI, A GŁUPIEMU RADOŚĆ. W nieco bardziej drastycznej wersji: obiecanki cacanki, a głupiemu gówno spod śniegu na wiosnę.

Tak czy siak: kłamaliśmy o tym czwartku, ale i tak jest dobrze, że udało nam się wysmarować drugą część "Tyrać czy nie tyrać" jeszcze w tym tygodniu, póki świeże są w głowie wspomnienia drugiej, obiecanej przygody.

Więc dalej hasam sobie hasam jak Hasan Rouhani - irański deputowany do Islamskiego Zgromadzenia Konsultatywnego. Turban mi z lewej na prawo się giba jak półmetrowa żelka, gdy nagle zaczepia mnie studenciak z mikrofonem. A na nim zatknięta kostka z logosem prawdopodobnie studenckiej radiostacji z radiowęzłem, który nie działa od czasu remontu akademików, bo budowlańcy nie mieli koncepcji co to za kable i sprzedali je na złomie uznając, że w taki sposób esbecja podsłuchiwała studentów i nikt po kable owe się nie zgłosi.

Studenccy radiowcy wierzą jednak w sukces, bo ich rozgłośnia pojawiła się w internecie, co pośród ośmiuset internetowych radiuf klasyfikuje ich na osiemset pierwszej pozycji.

No ale podchodzi do mnie ten gość i pyta się grzecznie "Czy mogę zająć chwilę"? "A i owszem" - odpowiadam grzecznie, spragniony wrażeń i rozmowy z opisywanymi przeze mnie bananowcami.

"Jak radzisz sobie ze stresem podczas egzaminów?" - pyta i przystawia mi mikrofon do pyska tak blisko, że mógłbym go polizać.

"Generalnie jako irański deputowany ze stresem sobie nie radzę, bo stresu w ogóle nie odczuwam" - odpowiadam w myślach, ale za chwilę już na poważnie mówię, że najważniejsza jest nauka, opanowanie, wiara we własne możliwości oraz przede wszystkim dobry antyperspirant, bo nie ma nic gorszego, jak podczas egzaminu odkryć, że Rexona nie działa i cały dzień chodzić z rękami przyklejonymi do tułowia jak u Żelaznego Golema w Heroesach.

Po mojej kilkuminutowej wypowiedzi, młody dziennikarz odstawia mikrofon, dziękuje mi serdecznie za poświęcony czas i uśmiecha się tak szeroko, że pytam go bez ogródek:

"Takie to kurwa było śmieszne?"

Uśmiech z jego twarzy znika i mówi mi, że nie chciał mnie urazić, że przeprasza i że się po prostu cieszy, że ktoś mu sensownie odpowiedział na pytanie. Bo starsi koledzy wysłali go na sondę do studentów, mówiąc, że to najprostsza dziennikarska forma. A gówno prawda. Bo chodzi od dwóch godzin i nagrał dopiero pierwszą osobę. "Dlaczego?" pytam zdezorientowany...

"Bo ludzie mówią, że się wstydzą..."

Kurwać. No tak. O tym bym nie pomyślał. Studenci w s t y d z ą się powiedzieć kilka sensownych słów do mikrofonu. Odpowiedzieć na pytanie jak radzą sobie ze stresem. Wstydzą się. A potem jest płacz, że kurwa nie ma pracy, że po studiach nie mają żadnych kwalifikacji, że nikt ich niczego nie nauczył! A sami pewnie na tych rozmowach kwalifikacyjnych rozdziawiają paszcze i wstydzą się odpowiedzieć na pytanie, jak w tej pracy poradziliby sobie ze stresem...

"Ale może ściemniają tak tylko" - pomyślałem. Pewnie nie wstydzą się odpowiedzieć na pytanie, tylko wstydzą się mikrofonu. Dlaczego? Bo cała banda internetowych vlogerów popsuła rynek, robiąc z ludzi idiotów w programach typu "Matura to bzdura". Powstaje tylko tutaj pytanie, czy vlogerzy zrobili z ludzi idiotów, czy idioci zrobili z siebie idiotów sami. No bo jak ktoś nie wie gdzie jest Kanada, ile jest 2 + 2 x 2 czy ile waży kilogram stali, to jak w ogóle to możliwe, że jest na studiach?

Zanim więc zaczniesz pierdolić, że studia niczego cię nie nauczyły, jeśli jesteś dajmy na to stosunkach międzynarodowych to odpowiedz na pytania: kto jest prezydentem Francji, z kim graniczy Iran i wymień ośmiu ostatnich prezydentów Stanów Zjednoczonych. Nie znasz odpowiedzi? To do chuja pana usiądź sobie przy Wikipedii i nadrób podstawowe kwestie, zamiast iść na piwo, a dopiero potem miaucz, że uczenie się czternastu definicji zbitki słów "stosunki międzynarodowe" jest bez sensu. Wtedy daje ci przyzwolenie, na mówienie, że studia są bez sensu. Ale dopiero wtedy.

I tak dywaguje sobie z tym przyszłym dziennikarzem, który mówi mi, że inną podstawową wymówką jego potencjalnych rozmówców jest zdanie:

"Nie mam czasu".

Kurwać. Stoi pod biblioteką, czeka na swoją koleżankę, dłubie w nosie poprawia rzęsy, ale nie ma czasu. A młody musi zrobić sondę i zamiast mu pomóc, to wszyscy wyjebane. Smutne to takie, nieogarnięte bananowe dzieciaki, wstydliwe na ulicy, rozwiązane w akademiku, zajęte, a po trzech godzinach pracy dla studenckiej rozgłośni, ktoś pewnie powie temu młodemu, że nie puszczą tego materiału o stresie, ale za to będzie miał do portfolio.

Nie było dzisiaj śmiesznie i zabawnie prawda? I bardzo kurwa dobrze.

 

 



niedziela, 27 października 2013, bananoweruno
Dołącz do bananowej społeczności na fb.com/bananoweruno

Polecane wpisy